wtorek, 18 lutego 2014

Subiektywnie o lalkach Monster High


Zapewne spora część Was doskonale pamięta lalki Barbie, które królowały w naszych domach w latach 90. Opalona skóra, zabójczo długie nogi i błyszczące włosy (najczęściej) w odcieniu platynowego blondu to najbardziej rozpoznawalne atrybuty tej zabawki. Z biegiem czasu Barbie stała się obiektem krytyki z powodu swojej nienaturalnie szczupłej figury oraz "idealnej" twarzy odpowiadającej lansowanemu kanonowi kobiecego piękna. 
W odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku, cztery lata temu firma Mattel wydała swoją pierwszą serię lalek Monster High. W odróżnieniu od Barbie każda z postaci MH posiada nieco inne rysy twarzy a także charakterystyczną osobowość (możliwą do wyśledzenia w animowanym serialu i filmach, jak również w serii książek napisanych przez Lisi Harrison). Lalki różnią się między sobą kolorem skóry i wzrostem. Każda z nich należy do konkretnej rasy związanej z nadprzyrodzonymi istotami: Draculą, Frankensteinem, duchami, wilkołakami...  

Główną motywacją, jaka skłoniła mnie do podjęcia tematu Monster High na łamach tego bloga, był jednogłośny sprzeciw studentek wydziału pedagogicznego UW wobec w.w. lalek, jakiemu parokrotnie miałam okazję ze szczerym zdumieniem się przysłuchiwać. 


Jestem posiadaczką kilkunastu lalek (te widoczne powyżej to większa część mojej kolekcji) oraz absolwentką przywołanego wcześniej wydziału. Nigdy nie czułam się wielkim ekspertem do spraw dzieci, ponieważ moje zainteresowania naukowe obracają się wokół kwestii ściśle związanych ze skończoną przeze mnie specjalizacją - edukacją plastyczną. Chciałabym jednak rzucić trochę światła na Monster High, ponieważ odnoszę wrażenie, że większość osób krytycznie wypowiadających się o tej serii nie jest dobrze zapoznana z tematem.

Głównym argumentem, jaki zwykł padać w trakcie dyskusji, jest stwierdzenie: "Monster High to dokładnie to samo co Barbie". No tak, innymi słowy wyidealizowany wygląd lalek jest nośnikiem negatywnych wzorców, szczególnie łatwo przyswajalnych przez dzieci. Lecz czy aby na pewno? Pragnę zwrócić uwagę na różnorodność fizycznych cech lalek MH, o których wspomniałam już na samym początku. Bohaterowie filmów Monster High są przedstawicielami wielu różnych ras, które potrafią koegzystować w jednej zbiorowości uczniowskiej. Oczywiście dochodzi między nimi do sporów, zwłaszcza w przypadku rywalizujących ze sobą grup, jakimi są wilkołaki oraz wampiry. Możemy jednak odnaleźć wątki miłosne pomiędzy przedstawicielami tych ras, co dowodzi możliwości porozumienia ponad podziałami. Filmy z serii MH propagują akceptację i otwartość na to co inne, nieznane - są to wysoko cenione wartości we współczesnych zachodnim społeczeństwie.

Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że wszyscy główni bohaterowie występujące w serii mają szczupłą sylwetkę, ponadto żaden z nich nie zmaga się z niepełnosprawnością. Zauważmy, że pomimo społecznych kampanii nawołujących do prezentacji różnorodnych wzorców wyglądu ludzkiego ciała, w większości bajek rzadko kiedy spotkamy pozytywnego bohatera obdarzonego większą tuszą lub poruszającego się na wózku inwalidzkim etc. Zestawiając sylwetki lalek Monster High z figurą Barbie warto zwrócić uwagę na różnice w ich wyglądzie. Te pierwsze mają mniejszy biust, proporcjonalnie szersze biodra, masywniejsze łydki a także bardziej wystające brzuchy od swoich poprzedniczek. Sama nie określiłabym ich sylwetki jako idealnie wyważonej figury klepsydry, wg mnie jest to częściej spotykany typ gruszki.



Najbardziej zaskakującym dla mnie argumentem, często używanym przez przeciwników MH jest opinia, że lalki te są brzydkie, ohydne, przerażające... Szczerze mówiąc nie wiem nawet jak dyskutować z takim twierdzeniem. Każdy z nas posiada własny zmysł estetyczny (choć nie zawsze uświadamiając sobie, jakie czynniki wpłynęły na jego ukształtowanie). Według mnie, gdyby lalki te były przerażające lub nieładne, nie sprzedawałyby się tak dobrze. Wiadomo jak działają zasady wolnego rynku i reklamy - dzieciom da się wmówić bardzo dużo. Po moich niedawnych doświadczeniach wyniesionych z kilku szkół podstawowych nie uwierzę jednak, by dzieci mogły odczuwać strach przed tymi lalkami. A właśnie to jest najważniejsze: co o lalkach rzeczywiście sądzą potencjalni odbiorcy.

Seria Monster High jest niezwykle popularna nie tylko wśród dzieci. Czasami nawet zastanawiam się, czy dorośli kolekcjonerzy nie stanowią większej części wszystkich zbieraczy.

W sieci można znaleźć wielu pomysłowych twórców, którzy zajmują się tzw. repaintem, czyli przemalowywaniem lalek, co nadaje im całkiem nowe oblicze. Poniżej kilka ciekawych prac, jakie znalazłam:





źródło: http://mvzor.deviantart.com/


Kastomizowane lalki Monster High mogą mieć także wymienione włosy i odzież. Bywa, że wartość takich lalek sięga setek złotych.

źródło: http://rach-hells-dollhaus.deviantart.com/



źródło:  http://rach-hells-dollhaus.deviantart.com/
źródło:  http://rach-hells-dollhaus.deviantart.com/

źródło: http://soumextae.deviantart.com/

W Polsce także możemy znaleźć zdolne osoby zajmujące się szyciem ubranek i przemalowywaniem. Polecam Lalibajkę, która tworzy piękne kreacje dla Monster High i innych lalek. :)

Operetta z serii Dance Class w sukience Lalibajki
Spectra z pierwszej serii w stroju wykonanym przeze mnie

piątek, 14 lutego 2014

Underbust red queen – recenzja gorsetu Rebel Madness

Pół roku temu polski sklep Rebel Madness wypuścił swoją pierwszą kolekcję gorsetów (oczywiście pomijając te sprzedawane wcześniej na allegro). Wypróbowałam wówczas dwa z nich – recenzje modeli violet oraz ornament można znaleźć tutaj.


Po zapoznaniu się z uwagami klientów na temat pierwszych gorsetów, sklep poinformował o wprowadzeniu kilku udogodnień: nowej rozmiarówki odpowiadającej wymiarom w calach, nowej konstrukcji bardziej modelującej talię, dodaniu miejsca na biodra, zastosowaniu lepszej jakościowo podszewki, dłuższego zapięcia busk oraz nowego solidnego sznurka do wiązania. Właściciele sklepu zachowali się bardzo profesjonalnie podchodząc w ten sposób do klientów.



Ostatnio postanowiłam sprawdzić, czy obecnie szyte modele faktycznie różnią się od tych wykonanych w pierwszej fali produkcyjnej. Padło na underbust classic satin. Pech chciał, że akurat dwa dni później w sklepie została udostępniona nowa kolekcja czterech gorsetów. Moja ciekawość zwyciężyła i złożyłam drugie zamówienie. Ku mojemu zaskoczeniu, kilka minut później dostałam maila od właścicielki z propozycją wysłania gorsetów w jednej paczce, dzięki czemu nie musiałam ponosić podwójnych kosztów wysyłki. Kolejny plus dla sklepu za podejście do klienta.

zdjęcie 1: bez gorsetu, zdjęcie 2: red queen 18", zdjęcie 3: classic satin 18"
Przejdźmy zatem do opisu jednego z gorsetów.


Underbust red queen został wykonany z czerwonej tkaniny zdobionej czarną francuską koronką. Odcień czerwieni jest bardzo nasycony i cieplejszy od karminu. Gorset posiada jeszcze jedną warstwę – podszewkę wykonaną z czarnego drelichu (gruba, mocna tkanina o skośnym splocie wykonana z bawełny lub lnu). Cieszę się, że w gorsecie nie znajdziemy już tej cienkiej i delikatnie mówiąc nie najlepszej podszewki, co w pierwszej partii. Koronka jest wszyta równo i wygląda bardzo estetycznie.



Usztywnienie gorsetu to 16 stalowych fiszbin (12 spiralnych oraz 2 płaskie przy busku + 2 płaskie przy wiązaniu). W poprzedniej wersji gorsety posiadały 10 fiszbin spiralnych i 6 płaskich. Fiszbiny płaskie usztywniały wówczas oczka po wewnętrznej i zewnętrznej stronie. Moim zdaniem w tym przypadku w zupełności wystarczy, gdy fiszbina płaska przebiega przy samej krawędzi gorsetu, co zapobiega wyginaniu się wiązania.
Osobiście wolę, gdy wszystkie przednie fiszbiny są spiralne, bo gorset jest wtedy wygodniejszy, jednak osoby potrzebujące mocnego spłaszczenia okolic brzucha będą zadowolone z rozwiązania zastosowanego w gorsetach RM.



Oczka znajdujące się z tyłu gorsetu mają czarny kolor. Zostały wbite bardzo mocno (żadnego nie można podważyć paznokciem). Po wewnętrznej stronie oczek miejscami występują małe pęknięcia. Zobaczymy, czy z czasem nie spowoduje to zahaczania się sznurka. On sam rzeczywiście jest dużo mocniejszy, niż ten zastosowany w pierwszych gorsetach. Tym razem nie powinien się już zerwać.

Moim zdaniem ten model aż prosi się o czarny busk – wyglądałby pięknie w połączeniu z koronką i oczkami. Nie twierdzę, że srebrny wygląda źle, jednak czarny dodałby mu uroku (choć zwiększyłby koszt produkcji gorsetu).
Gorset posiada szeroki podwieszany modesty panel oraz nieusztywniany underbusk, jak również taśmę wzmacniającą w talii (wyczuwam ją pod czterema panelami).

Wykrój gorsetu faktycznie został zmodyfikowany – miejsca na biodra jest o wiele więcej (dolny obwód został powiększony aż o 10 cm). Fiszbiny nie uciskają moich kości biodrowych, dzięki czemu underbust jest dużo bardziej wygodny.
Gorset sprawia bardzo dobre ogólne wrażenie. Widać włożoną pracę w poprawienie estetyki oraz komfortu użytkowania produktów RM. Znalazłam jednak kilka drobnych uchybień w wykonaniu gorsetu. Są to kosmetyczne niedociągnięcia, na które zwracam uwagę ze względu na rzetelność mojego opisu.
Nie podoba mi w jaki sposób zostały podwinięte końce lamówki. Niby nic, ale jednak dużo lepiej by to wyglądało, gdyby schowano je do wewnątrz (co zresztą uczyniono w gorsecie classic satin). W wolnym czasie postaram się sama to poprawić.



Druga, ledwo zauważalna wada to pozaciągany materiał w okolicach oczek i tylnych szwów. Jest to mało widoczne i ciężko uchwycić to na zdjęciu.


Ostatnia kwestia, na którą zwróciłam uwagę, to kolor szwów. Czarna nić odznacza się na czerwonej tkaninie. Oczywiście można uznać to za celowy zabieg, podobny choćby do tego, jaki często stosuje się w szyciu jeansów. Osobiście wolałabym jednak, gdyby szwy zostały wykonane czerwoną nicią. W takim wypadku koronkę należałoby przyszywać oddzielnie, stosując do tego czarną nitkę. 


Podsumowując, jest to dobry produkt, wart polecenia zwłaszcza dla kobiet chcących zatuszować odstający brzuch. Osoby lubiące bardziej "elastyczne" gorsety mogą odczuwać niewielki dyskomfort związany z zastosowaniem przednich płaskich fiszbin.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Kremowy underbust Corsetry & Romance

W poprzednim wpisie krótko wspomniałam o gorsetach Corsetry & Romance, tworzonych przez Palinę Karnei. Mam nadzieję, że nie znudziła Wam się jeszcze gorsetowa tematyka, ponieważ tym razem zamierzam dokładniej opisać jeden z wyrobów tej zdolnej gorseciarki. :)

Photo. Veil 2013 | Corsetry & Romance 16"

Tak naprawdę nie wiem od czego zacząć - gorset zachwyca w każdym calu. Efekt końcowy jest dokładnie taki, o jakim marzyłam. Cieszę się, że mogłam przyczynić się do jego powstania. Zaczęłam od naszkicowania projektu, następnie wybrałam wierzchnią tkaninę i dodatki, by potem wysłać je pani Palinie. Kremowe dekoracje z koronki i koralików dodałam na sam koniec, już po otrzymaniu gorsetu. Są odpinane, dzięki czemu można dostosować wygląd gorsetu do konkretnej stylizacji. 

Uwielbiam kontrastowe połączenia kolorów, a duet czerń + ecru jest chyba moim ulubionym. 
Tkanina, z której został wykonany gorset jest bardzo jasna i skłonna do zabrudzeń (co jest naturalne w przypadku wszystkich jasnych ubrań). Należy zwracać szczególną uwagę, by przypadkiem nie dotknąć gorsetu choćby brudną ręką. Póki co gorset złapał delikatne przybrudzenia na lamówce po wewnętrznej stronie. Wilgotna szmatka i parę kropli mydła powinny wystarczyć.



Underbust jest usztywniany aż 22 stalowymi fiszbinami (2 płaskie z przodu + 2 płaskie przy wiązaniu oraz 18 spiralnych). Wykrój został wykonany idealnie - wszystko jest doskonale dopasowane do mojej sylwetki, nigdzie nie odstaje, ani nadmiernie nie uciska. Gorset posiada podwieszany panel kryjący, underbusk oraz taśmę wzmacniającą wszytą w talii (przechodzącą przez wszystkie panele).

Oczka zostały wbite bardzo mocno. Po wielokrotnym zakładaniu gorsetu, wszystkie pozostały nienaruszone. Na wysokości talii oczka są wbite gęściej, co dodatkowo wzmacnia wiązanie. Wstążka służąca do wiązania sprawdza się bardzo dobrze i wygląda bardziej dekoracyjnie niż bawełniany sznurek.


Jestem pod wrażeniem ogromnej precyzji z jaką został wykonany gorset. Szwy są schowane do wewnątrz i perfekcyjnie poprowadzone. 




Warto również zwrócić uwagę na piękne ręczne podwinięcie lamówki. Wszystkie szczegóły są estetycznie wykonane i widać, że musiały kosztować sporo pracy.


A tak prezentuje się moja stylizacja z gorsetem. :)

photo. Veil 2014
 Gorset: Corsetry & Romance
Spódnica i fascynator: Veil
Bolerko: Lady Sloth

photo. Veil 2014

photo. Veil 2014

Fascynator, który powstał do kompletu. Inne można znaleźć tutaj.


piątek, 7 lutego 2014

Gorsetowa historia

Moja przygoda z gorsetami rozpoczęła się niewinnie i w dosyć odległych czasach, kiedy miałam zaledwie 14 lat. W tamtym okresie w Polsce dużym wyzwaniem było znalezienie jakiegokolwiek gorsetu (który nie byłby bielizną), nie mówiąc już o czymś w odpowiednim rozmiarze, pasującym na ciało szczupłej nastolatki. Po kilku miesiącach spędzonych na żmudnym przeszukiwaniu lumpeksów udało mi się znaleźć czarny „gorset” bez wiązania, zapinany przy pomocy zamka błyskawicznego. Pomimo tego, że usztywniono go jedynie sześcioma plastikowymi fiszbinami, był wykonany solidnie i z porządnej tkaniny. Poszukiwania trwały dalej. Moim kolejnym nabytkiem był gorset typowo bieliźniany, zapinany z tyłu na haftki i wiązany z przodu. Gorsetowe miseczki były trochę za duże, dlatego przypinałam je agrafkami... do czarnych bluzek, jakie nosiłam pod spodem. :) Nie muszę chyba tłumaczyć, że nie był to strój posiadający choć minimalne znamiona elegancji, no, ale jak to się mówi: każdy wiek ma swoje prawa. Następne w kolejności były gorsety sprowadzane z Chin przez Restyle, usztywniane plastikowymi fiszbinami. Niestety nie spisywały się najlepiej, m.in. dlatego, że nawet najmniejszy rozmiar znacznie odstawał mi w talii. I w końcu, jakieś trzy lata później trafiłam na Papercats. Nareszcie coś w moim rozmiarze, na dodatek z bardzo dobrym stosunkiem ceny do jakości. W kolejnych latach miałam okazję testować dwa gorsety Corsets-UK. Niestety okazały się zbrojami powodującymi ogromny dyskomfort, za sprawą wykorzystania w ich konstrukcji samych płaskich metalowych fiszbin, które uciskały żebra i kości biodrowe. Noszenie ich dłużej niż 2 godziny można traktować jako przejaw niezdrowego heroizmu.

gorsety PaperCats


I tak mijały lata, moja kolekcja powoli rosła, jednak wciąż czegoś mi brakowało. Bardzo chciałam nauczyć się szyć gorsety, by móc stworzyć wyjątkowy model wyłącznie dla mnie, jednak tajniki sztuki gorseciarskiej wciąż były daleko poza moim zasięgiem. Pewnego dnia zobaczyłam zdjęcie gorsetu wykonanego przez Lady Ardzesz. Byłam szczerze zachwycona tym odkryciem. Widząc jej kilka kolejnych projektów zdecydowałam się zamówić mój pierwszy gorset szyty na miarę. Był to jasnobeżowy underbust wykończony czarną koronką, dodatkowo zdobiony dużymi kokardami na wysokości bioder. 

photo. Veil 2013 || Lady Ardzesz 17"

W ciągu dwóch ostatnich lat Lady Ardzesz wykonała dla mnie 10 różnych gorsetów. Każdy kolejny nabytek cieszył mnie jeszcze bardziej, niż poprzedni. Ciekawie było też obserwować rozwój jej umiejętności: od miłośniczki szycia zgłębiającej wiedzę o gorsetach, do prawdziwej gorseciarki, nie bojącej się realizacji najbardziej zaawansowanych projektów.


gorsety Lady Ardzesz


Palina Karnei z Corsetry&Romance jest wybitnie utalentowaną i pracowitą osobą, na dodatek obdarzoną przemiłym usposobieniem. Nasza współpraca rozpoczęła się w zeszłym roku, tuż po letniej edycji targów Dark Market, kiedy miałam przyjemność podziwiać jej projekty na żywo. Moim pierwszym zamówieniem był czerwony underbust z frontalną koronkową dekoracją, o skośnym ułożeniu. Dół gorsetu został ozdobiony trzema rzędami czarnych koralików. 


photo. Veil 2013 || Corsetry&Romance 16"

Jestem totalnie zakochana we wszystkich gorsetach, jakie uszyła dla mnie pani Palina. Dzięki niej moje marzenia stały się rzeczywistością. Jest otwarta na wszystkie pomysły klienta, nawet te najbardziej niedorzeczne, jak gorset w rozmiarze 14,5". ;) Szersza recenzja gorsetów Corsetry&Romance pojawi się w następnym poście.

gorsety Corsetry&Romance


Oprócz gorsetów Lady Ardzesz oraz Corsetry&Romance miałam bezpośredni kontakt z wyrobami innej polskiej gorseciarki: Marty ze SnowBlack Corsets. Poznałyśmy się w 2012 r. podczas pokazu Pin Up & Burlesque Party, gdzie byłam jedną z modelek. Pomimo tego, że nie wiem jak gorsety SB zachowują się po dłuższym, niż jednogodzinnym użytkowaniu, mogę z całą pewnością powiedzieć, że są to wyroby wykonane z dużą starannością i dbałością o detale, przy wykorzystaniu materiałów wysokiej jakości.

backstage Pin Up & Burlesque Party 2012 || SnowBlack Corsets

Ogromnie zachęcam Was do korzystania z usług gorseciarek. Jest to bardzo dobra opcja zwłaszcza dla osób o "niestandardowych" wymiarach (np. o stosunkowo małej różnicy między talią a biodrami lub przeciwnie - większej niż przeciętna). Jeśli chcesz, żeby Twój gorset był naprawdę unikatowy, warto samodzielnie poszukać oryginalnej tkaniny, koronek, aplikacji, następnie przekazać je gorseciarce. Aby idealnie dopasować gorset do sylwetki istnieje możliwość wykonania gorsetu próbnego. W ten sposób można poprawić wykrój, tak by gorset jak najlepiej prezentował się na ciele. 

Zlecenie uszycia gorsetu jest oczywiście droższym rozwiązaniem, niż kupienie gotowego produktu. Wiąże się to również z dłuższym czasem oczekiwania na gorset. Ceny są ustalane indywidualnie przez gorseciarkę i uzależnione od stopnia skomplikowania projektu oraz kosztów materiałów. Z reguły uszycie prostego underbusta z gładkiej tkaniny nie jest dużo droższe, niż zakup gorsetu polskiej produkcji dostępnego w sklepach internetowych.

photo Katarzyna Dembrowska || Mystic City Corsets 16"

W niedalekiej przeszłości testowałam gorsety takich marek/sklepów jak: Mystic City Corsets, Rebel Madness, Absynt, PaperCats oraz oczywiście Restyle i WKD, o których już pisałam wcześniej. 

W mojej szafie jest również bardzo wyjątkowy egzemplarz kupiony w lumpeksie za jedyne 12 zł. Gorset został wykonany pod szyldem marki Boobie Trap, obecnie przemianowanej na Boom! Boom! Baby!. Informacje na ten temat znalazłam na tym profilu.

Moja kolekcja wciąż "ewoluuje". Parę gorsetów przybyło, parę znalazło nowych właścicieli. Obecnie jest to dokładnie 35 gorsetów (15 szytych na miarę i 20 gotowych). Znam przypadki dziewczyn posiadających w swoich kolekcjach ok. 50 sztuk - muszą mieć naprawdę sporą garderobę. ;) 

Pozostała część mojej kolekcji

Na koniec pozostała mi do opisania jeszcze jedna kwestia,  związana z rozmiarem gorsetów jaki noszę, o co byłam wiele razy pytana. 5 lat temu zaczynałam od 21" (underbust Papercats w rozmiarze XS), kilka miesięcy później gorset stał się za duży, dlatego przeszłam na rozmiar XXS, czyli 20". Niestety dokładnie tak jak w poprzednim przypadku, po pewnym czasie gorset przestał ściśle przylegać, co było spowodowane jego rozciągnięciem i przyzwyczajeniem mojego ciała do ucisku. Gorsety, które zamawiałam dwa lata temu u Lady Ardzesz były szyte w rozmiarach 17" i 18". Po upływie dwóch miesięcy zaczęłam nosić 16" i tak zostało do dzisiaj (oczywiście pomijając przypadki sklepowych gorsetów, których rozmiarówka zaczyna się od 18"). Trudno mi ocenić o ile centymetrów zmniejszył się mój naturalny obwód talii, ponieważ nie pamiętam jaką dokładnie miał wartość, gdy zaczynałam nosić gorsety. Przyjmując, że było to ok. 58 cm zmiana jest niezbyt duża, bo obecnie mój obwód mierzony na czczo to 54-55 cm. Najniższa wartość jaką odnotowałam w okresie codziennego noszenia gorsetów przez 8 godzin to 53 cm. W przeciągu kilku ostatnich lat moja masa ciała zmniejszyła się o kilka kg, co również mogło przyczynić się do zmiany obwodu talii.

Na wszelki wypadek dodam, że nigdy nie próbowałam "odchudzać się" za pomocą gorsetu (ostatnio popularny temat w mediach). Noszenie go nie ma żadnego wpływu na ilość zgromadzonej tkanki tłuszczowej, ani nie zastąpi ćwiczeń i zdrowej diety.

niedziela, 2 lutego 2014

What Katie Did - Cabaret Lace Laurie Corset

What Katie Did to wiodąca światowa marka bieliźniarska specjalizująca się w tworzeniu bielizny w stylu vintage. Wyroby tej angielskiej firmy noszone są przez największe sławy: Madonnę, Kate Moss, Gwyneth Paltrow, Julię Roberts i wiele innych. Od dawna ciekawiło mnie, czy produkty WKD wyróżniają się czymś szczególnym i czy w pełni zasługują na przypisywaną im renomę.




Zdecydowałam się na na overbust Laurie wykonany z dwóch warstw matowej organzy w odcieniu pudrowego różu oraz czarnej koronki. Tkanina jest półprzezroczysta i cienka, co sprawia, że całość wydaje się bardzo delikatna. Pomimo tego pozornego wrażenia gorset jest trwały i został wykonany z dużą starannością (choć znalazło się też kilka mankamentów).


źródło: whatkatiedid.com

Gorset jest usztywniany 8 stalowymi spiralnymi fiszbinami oraz 4 płaskimi (przy wiązaniu). Zapinany na sześciostopniowy busk. Z tyłu wiązany satynową wstążką. Elementy wykonane z czarnej satyny – tunele i wstawka w pasie (określona przez sklep jako diamond half-waistband) ciekawie kontrastują z przejrzystą tkaniną. Underbusk został wykonany z bladoróżowej satyny. W środkowej części gorsetu niestety trochę odznacza się na tle czerni.
Panel kryjący pod wiązaniem jest wszyty na stałe. Z reguły takie rozwiązanie mi nie przeszkadza, jednak w tym przypadku panel sprawia trochę więcej kłopotów - delikatna tkanina łatwo się gniecie i przesuwa. Potrzeba trochę cierpliwości, by ładnie ją ułożyć pod wiązaniem. Gorset posiada taśmę wzmacniającą w talii i garter tabs.

Oczka zostały wbite bardzo mocno – nie ma nawet mowy o podważeniu któregoś z nich paznokciem, czy choćby kartką papieru. Co prawda nie wszystkie oczka są idealnie równo umiejscowione (jak np. w gorsecie Restyle, co było dużym zaskoczeniem), jednak są to minimalne odchylenia rzędu 2 mm. W innej sytuacji nie „czepiałabym się” takiej drobnostki, ale z uwagi na fakt z jaką marką mamy do czynienia, moje wymagania są większe. Udało też mi się wypatrzyć malutkie pęknięcie w jednym z oczek.






Krój gorsetów Laurie przystosowany jest dla kobiet z szerszymi biodrami, dzięki konstrukcji typu gored hips. Trzeci i czwarty panel posiadają dodatkowe miejsce w dolnej części, co sprawia, że biodra zachowują zaokrąglony kształt i nie są uciskane przez gorset. 

Overbust posiada głęboki dekolt typu plunge. Odsłania bardzo dużo, dlatego moim zdaniem korzystniej wyglądają w nim biusty większe niż mój (choć producent poleca go dla biustu w rozmiarze od A do E). Drugim powodem, dla którego gorset nie leży na mnie idealnie, jest mój długi tors - górna krawędź gorsetu kończy się o kilka centymetrów za nisko.

Zdecydowałam się pokazać Wam gorset na sylwetce, nie świecąc przy tym gołą klatką piersiową, dlatego pod spodem mam bluzkę.




Noszenie tego gorsetu to czysta przyjemność - praktycznie nie czuć, że się ma go na sobie. 





Aktualna cena gorsetu to 235 €, jednak udało mi się trafić na wyprzedaż, co zredukowało jego koszt. Szczerze mówiąc nie wiem, czy zdecydowałabym się na jego zakup bez obniżki. Gorsety szyte przez nasze gorseciarki w pełni dorównują mu jakością i starannością wykonania. :)