sobota, 1 listopada 2014

Gorseciary jako wspólnota wirtualna, czyli trochę o kulturze w Internecie

Ostatnio bardzo rzadko zdarza mi się dzielić moimi przemyśleniami w sieci. Muszę przyznać, że nie akceptuję pewnej obyczajowości, którą można świetnie zaobserwować np. na Facebooku, mającej swoje podłoże w przekonaniu, że skoro mamy możliwość publicznego wypowiadania się, to należy z niej skwapliwie korzystać, pisać komentarze na dowolny temat (nierzadko bardzo krytyczne, oceniające różne zjawiska lub osoby z pozycji eksperta). Osobiście wychodzę z założenia, że moje opinie interesują raczej niewielką liczbę osób - ci, którzy chcą poznać moje zdanie, zawsze mogą wysłać mi wiadomość prywatną lub przeczytać wpis na blogu - miejscu, które jest temu dedykowane. W moim przekonaniu pisanie złośliwych, obraźliwych lub po prostu negatywnych komentarzy jest bezsensowne. Odbieram takich komentatorów, jako osoby o zaniżonym poczuciu własnej wartości, próbujące zrekompensować sobie te braki poprzez poniżanie innych.

Przechodząc jednak do sedna, wczorajsze zajęcia na studiach skłoniły mnie do pewnej refleksji, którą chciałabym się podzielić. Temat wykładu dotyczył wirtualnych wspólnot - od razu pomyślałam o facebookowej grupie "Gorseciary". Czym jest taka wspólnota? Wg Howarda Rheingolda: "Wirtualne wspólnoty są społecznymi agregatami, które powstają w Sieci, gdy wystarczająco wielu ludzi przez wystarczająco długi czas wiedzie ze sobą publiczną dyskusję poprzez ten kanał komunikacyjny, traktując się jak istoty ludzkie, by w końcu ukształtować sieci osobistych relacji w cyberprzestrzeni." 


Innymi słowy, wspólnota wirtualna to typ zbiorowości społecznej, której interakcje odbywają się za pośrednictwem Internetu. Co ciekawe, wg badaczki Nagel, każda wspólnota wirtualna przechodzi określony, naturalny cykl:


1. Etap początkowego entuzjazmu
2. Etap ewangeliczny (budowanie zasad)
3. Etap wzrostu
4. Etap wspólnotowości (budowanie związków emocjonalnych)
5. Etap dyskomfortu spowodowanego zróżnicowaniem (wspólnota odbiega od celu, nie widzi już pierwotnych założeń)

Szósty etap może być dwojaki:

6a. Dyskomfort jest tak silny, że wspólnota obumiera. Wytwarzają się nowe podgrupy na bazie starej.
6b. Wspólnota pokonuje kryzys dzięki "liderom" i "weteranom", co sprawia, że staje się "wspólnotą dojrzałą".

Należę do "Gorseciar" od samego początku istnienia grupy, dlatego mogłam obserwować jej przeobrażanie się. Niestety w moim odczuciu powyższy opis cyklu idealnie pasuje do tego, co się wydarzyło. Według mnie obecnie przechodzimy piąty etap. Mam wrażenie, że coraz bardziej odchodzimy od tematu grupy, a nowym celem stała się walka o to kto ma rację. Mocno uogólniając, w grupie wytworzyły się dwa obozy. Pierwszy to grono osób, które uważają, że wolność słowa zapewnia im pełną swobodę wypowiedzi, z której chętnie korzystają. Drugi (bardziej odosobniony) obóz próbuje wchodzić w dyskusję z oponentami, przywoływać ich do porządku i tak dalej... Na końcu z tego wszystkiego robi się niezły burdel - jedni naskakują na drugich, meritum sprawy staje się zupełnie nieistotne.

Zastanawiam się co będzie dalej, jaki będzie efekt takiego stanu. Część osób szczególnie zniesmaczonych całą sytuacją już zaczęła organizować się poza granicami "rodzimej" grupy.

Żeby była jasność, nie twierdzę, że każdą opinię odmienną od ogółu należy cenzurować. Zastanówmy się jednak, czy jest w ogóle sens wyrażać nasze zdanie dotyczące czysto estetycznych, subiektywnych upodobań? W Internecie zdarza mi się czytać mnóstwo komentarzy typu: "Ale krzywe nogi", "Wolę chudsze panie w gorsetach" lub wręcz przeciwnie: "Po co takiemu szkieletorowi gorset?". Myślę, że takie rozważania lepiej zostawić sobie na okazję kawy z przyjaciółką i niekoniecznie uszczęśliwiać nimi wszystkich wokół.

Bardzo proszę nie brać moich słów do siebie, ponieważ moim celem było opisanie zjawiska, które obserwuję, nie zaś komentowanie zachowania konkretnych osób.

A jakie jest Wasze zdanie na temat wypowiedzi w Internecie?

7 komentarzy:

  1. Prawdę powiadasz :) Nie miałem większego kontaktu z grupą "Gorseciary", ale opisywane przez Ciebie zjawisko jest niestety powszechne w Internecie. Teraz niemal każdy czuje się ważny, wyjątkowy i święcie przekonany o tym, że jego opinia jest jedyna słuszna i niepodważalna, a cały świat tylko czeka na tę jego Prawdę Objawioną. Do tego funkcjonuje powszechne przekonanie o tym, że umieszczając cokolwiek w Internecie MUSISZ liczyć się także z krytyką. Jasne, pod warunkiem, że jest to konstruktywna krytyka, a nie zwykły "hejt" i próba leczenia własnych kompleksów cudzym kosztem, bo to jest po prostu słabe. Internet na pewno stałby się lepszym miejscem, gdyby użytkownicy przyjęli zasadę, że jeżeli nie możesz powiedzieć czegoś pozytywnego, albo chociaż istotnego, to po prostu milcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. :) Bardzo dobre podsumowanie, podpisuję się pod każdym Twoim słowem.

      Usuń
  2. Nie dalej jak miesiąc temu rozmawiałam na ten sam temat ze znajomą z grupy, która uświadomiła mi cykle życia wspólnot mniej więcej tak, jak powyżej. Niestety utwierdziło mnie to w przekonaniu, że lepiej nie będzie przy tak dużej ilości osób w grupie. Poradzimy sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też jestem na grupie prawie od początku istnienia i widzę, że kiedy dołączyłam, była tam zupełnie inna atmosfera. Te etapy to strzał w dziesiątkę ;) Ostatnio często pojawiają się posty zaczynające się od 'mam nadzieję, że mnie nie zjecie' albo tym podobnych sformułowań. Nie przypominam sobie też, żeby kiedyś pojawiały się takie konstruktywne komentarze jak 'nie podoba mi się :(' To drugie może wynikać z tego, że w grupie pojawiło się dużo osób niemających nic wspólnego z gorsetami (wiem to, niestety, po swoich znajomych). Ja na grupie nie wypowiadam się często, jedynie jeżeli naprawdę mogę pomóc. Ze dwa razy zdarzyło mi się zwrócić uwagę, że dyskusja robi się agresywna, więc agresja przeszła na mnie. Niestety też ostatnio (podejrzewam, że stąd ten post) była podobna sytuacja: krytykowanie czyjegoś zachowania, wielka tragedia, wszyscy się chwalą swoją ogromną wiedzą, nawet jeżeli jest nieadekwatna do sytuacji, gorseciary nagle jakieś takie... antygorsetowe, komentarze żeby wyluzować robią jeszcze większy problem, bo przecież to jest kulturalna dyskusja, w końcu robi się z tego prywatna rozmowa odbiegająca od głównego tematu. Chciałam sprawę załagodzić, wyszło gorzej niż zawsze, bo właśnie te 'osoby szczególnie zniesmaczone' dośpiewały sobie co chciały i odeszły z grupy. Muszę przyznać, że tym zachowaniem ogromnie mnie rozczarowały. Ale mam nauczkę: w pojedynkę świata nie uratuję, więc nie będę się odzywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zdania, że w niektórych sytuacjach rozsądniej jest zachować milczenie (zwłaszcza w Internecie, kiedy inni ludzie mogą błędnie odczytać nasze intencje lub nie znają szerszego kontekstu wypowiedzi).

      Jeśli chodzi o dziewczyny, które opuściły grupę, na pewno jest to dla nas duża strata, jednak muszę przyznać, że rozumiem ich punkt widzenia (nawet sama się zastanawiałam nad odejściem). Jeżeli ktoś czuje się niekomfortowo w danej sytuacji, nie można go przecież zmuszać, aby w niej pozostawał. Szanuję ich wybór, jednak liczę, że za jakiś czas sytuacja się ustabilizuje, a gorsetowe środowisko stanie się bardziej przyjaznym miejscem. :)

      Usuń
    2. No i to jest sedno sprawy :) dla własnego zdrowia psychicznego nie mam ochoty uczestniczyć w grupie gdzie pomimo pisania artykułów, pomocy dziewczynom, za stwierdzenie, że uważam, że gorset nie jest stosownym ubraniem w pewnych miejscach czy przy pewnych okazjach, nagle stałam się antygorsetowa oraz pozbawioną przysłowiowych jaj konformistką szerzącą mowę nienawiści :) po co mi to, ja mogę powiedzieć, że zawiodłam się na grupie i jej członkach dla których mam wrażenie trochę zrobiłam, dlatego moje zainteresowanie przeniosłam na grupy zagraniczne, na których mogę się wiele nauczyć, a nie muszę się z nikim kłócić i denerwować czytając co niektóre posty. Pozdrawiam Madelena :)

      Usuń
    3. Niestety, ale taka jest prawda- niektórzy niewiadomo po co i na co zaczynają wojnę pod postem, który pokaqzuje gorset, taki czy inny- każdy ma prawo mieć swoje zdanie i je wyrazić, a że czasem wynika z tego dyskusja- póki jest w miarę kulturalna, ja nie widze problemów. Natomiast fakt, wypisałam sie z grupy, bo moje zdrowie psychiczne i komfort w tej kwestii jest dla mnie ważniejszy, niż kłótnie z ludźmi, którzy zwyczajnie nie potrafią się powstrzymać przed nakręcaniem shitstormu...a niestety, przy każdej dużej grupie takich osób jest dużo. Ja lubię rozmiawiac, uważam że dyskusja wzbogaca, jeśli jest konstruktywna i oparta na argumentach innych niż "gówno wiesz, jesteś głupia".
      I tak, pomimo wielokrotnej pomocy, podrzucania artykułow, filmików, tutoriali, nieraz i dyskusji na privie z wieloma osobami- jestem antygorsetowa, bo mam czelność mieć swoje zdanie. Ok, każdy niech sobie myśli co chce, dlas mnie ta grupa nie jest już tym czym była, pod KAŻDYM postem ejst wojna...więc podziękowałam:) jestem zbyt choleryczna, żebym umiała być Spockiem w sytuacjach kiedy ktoś atakuje innych albo wypisuje głupoty.

      Usuń