wtorek, 18 lipca 2017

Aktualizacja włosowa: jak sprawdziły się u mnie nowości Anwen i Equilibra, problemy z wysoką porowatością oraz najlepsza maska na świecie

Minęło już sporo czasu od mojego ostatniego wpisu o tematyce włosowej, więc myślę że mała aktualizacja w tym zakresie nie zaszkodzi. Dbanie o włosy to dla mnie przyjemność, dlatego zawsze bez problemu znajduję czas na olejowanie i inne zabiegi. Przez ostatni rok przetestowałam sporo kosmetyków i olei, jednak niewiele z nich zostało ze mną na dłużej. Muszę też przyznać, że pomimo moich starań, nadal nie jestem w stanie poradzić sobie z kilkoma problemami.


Określenie porowatości włosów jest podstawową kwestią, na którą zwraca uwagę każda osoba ogarnięta włosomaniactwem. Zajęło mi naprawdę sporo czasu, aby zdać sobie sprawę jaki typ włosów występuje u mnie. Część z nich jest bardzo gładka, cienka i nie sprawia dużych problemów. Niestety coraz większa partia rosnąca na czubku głowy charakteryzuje się chropowatością, bardzo nierówną strukturą. Włosy te za nic nie chcą się układać, odstają na wszystkie strony i są okropne w dotyku, jakby pokarbowane. Wygląda na to, że moje włosy mają mieszaną porowatość - od niskiej po ekstremalnie wysoką. Prawdopodobnie występują u mnie anomalie mieszków włosowych, ponieważ nie zniszczyłam włosów farbowaniem, ani innymi zabiegami chemicznymi. Z tego co wyczytałam nie są to włosy dysplatyczne, a obciążone inną wadą, jeszcze bez oficjalnej trychologicznej nazwy. I co zrobić z takim przypadkiem?

Zauważyłam, że moim włosom nie służy kilka rzeczy. Ogarnięta szałem na delikatne szampony bez mocnych detergentów, byłam zaskoczona, że włosy z tygodnia na tydzień stają się coraz bardziej szorstkie, za to nie mogłam się nadziwić jak to się stało, że odzyskały dawną formę po umyciu zwykłym żelem pod prysznic. Najwidoczniej mojej głowie nie straszne spotkanie z SLS od czasu do czasu, za to włosy nienajlepiej znoszą gromadzenie się różnych nalotów na ich nierównej powierzchni. W obecnej chwili jestem bardzo zadowolona ze zwykłego drogeryjnego szamponu Timotei. Wiem, że jego skład jest daleki od ideału, ale w moim przypadku się sprawdził - domywa wszystkie oleje, nie podrażnia i nie powoduje łupieżu, nie plącze włosów, a przy tym jest tani i łatwo dostępny. 

Z nowości, które testowałam niestety nie sprawdziły się maski Equilibra, w których pokładałam spore nadzieje (wypróbowałam wszystkie trzy: z aloesem, olejem arganowym i masłem karite). Z moimi włosami nie robiły niczego szczególnego, oprócz pokrywania ich filmem wyczuwalnym pod palcami po wysuszeniu fryzury. Nie znajdziecie ich na zdjęciu, ponieważ wyrzuciłam puste opakowania natychmiast po zużyciu. 


Wypróbowałam również dwie nowe maski Anwen - do włosów średnioporowatych i wysokoporowatych. Ta pierwsza również zostawiała na włosach warstwę osadu, co w moich oczach ją dyskwalifikuje, za to maska z kiełkami pszenicy i kakao okazała się świetna i niesamowicie wydajna.


Jej zapach jest bardzo przyjemny, zostaje na włosach na cały dzień po umyciu. Nie obciąża włosów, dobrze je wygładza i dyscyplinuje. Nic jednak nie przebije maski, o której chciałabym Wam opowiedzieć, bo to najlepsza rzecz do włosów z jaką do tej pory miałam do czynienia!


Mowa tu o masce regenerującej EcoLab z wodą różaną. Nie mam pojęcia który jej składnik okazał się tak przełomowy, ale włosy po tym specyfiku wyglądają świetnie i to bez dodatku silikonów. Są miękkie i bardzo miłe w dotyku (nawet ta wysoko porowata partia), dobrze się układają, są sypkie i nieobciążone. Ten idealny stan trwa mniej więcej do dwóch dni po myciu włosów, na trzeci dzień najbardziej zniszczona część znów daje znać, że potrzebuje nawilżenia. 


Obecnie testuję olej z lnianki, który widnieje wysoko w składzie maski - być może to właśnie on odpowiada za to doskonałe działanie. Szkoda tylko, że zapach oleju w niczym nie przypomina pięknej, kwiatowej woni maski, a zamiast niej zostawia wyczuwalny powiew... rosołu.


Przed olejowaniem na włosy nakładam żel aloesowy. Obecnie korzystam z tego od Holika Holika, ponieważ bardzo podoba mi się (syntetyczny) zapach kosmetyku, a jego działanie jest porównywalne z żelami innych firm bez dodanego zapachu. Do zabezpieczania końcówek niezmiennie służy mi olejek nabłyszczający Equilibra.



Przez ostatni rok udało mi się nieco zapuścić najkrótsze partie włosów, wykarczowane przez nieudolnego fryzjera dwa lata temu. Najdłuższą warstwę podcinam regularnie, ponieważ chciałam złagodzić przejście między długościami oraz pozbyć się zniszczonych końcówek. Mam nadzieję, że za jakiś czas całość będzie prezentować się bardziej okazale i wszystkie włosy będą miały zbliżoną długość.



Staram się zadbać zwłaszcza o jedno miejsce na mojej głowie, czyli obszar nad prawą skronią, gdzie przez lata nosiłam przedziałek. W efekcie włosy są tam bardzo słabe i jedno pasmo muszę regularnie ścinać do linii ramion. Również zakole po prawej stronie jest trochę większe niż to po lewej, co mnie martwi. Używałam wielu różnych wcierek, jednak żadna nie pomogła. Zaczęłam nawet zastanawiać się, czy to nie przypadkiem one przez alkohol w składzie spowodowały zwiększenie się porowatości włosów na czubku głowy. Odstawiłam najlepszą z nich, czyli Joannę z rzepą, żeby sprawdzić, czy stan włosów się poprawi. Obecnie zużywam trzecie opakowanie bezalkoholowej wcierki Vianek normalizującej. Bardzo przedłuża świeżość włosów, które przy odpowiedniej pielęgnacji (czyli nie za dużo oleju i oszczędne stosowanie masek) mogą wytrzymać bez mycia nawet 4 dni. Wydaje mi się, że włosy po tej wcierce mniej wypadają, ale na razie nie udało mi się zaobserwować wysypu baby hair, czy szybszego przybierania na długości. Trudno to jednak ocenić, ponieważ czasem zbyt mnie ponosi podczas obcinania końcówek.

Na koniec pytanie do Was: jakie suplementy lub produkty spożywcze polecacie, aby wzmocnić włosy? Aktualnie testuję Triphalę w tabletkach, jednak póki co jest za wcześnie, by wypowiedzieć się na temat jej działania. Będę wdzięczna za porady oraz motywację, by bardziej należycie zająć się kwestią odżywiania. Od lat jestem wegetarianką, jednak moje podejście do uzupełniania białka zawsze było mocno niezobowiązujące i na pewno nie mogę powiedzieć, że odżywiam się zdrowo. Chciałabym w końcu to zmienić, dlatego wszelkie wskazówki, przepisy albo linki do polecanych blogów z wegetariańskimi daniami będą na wagę złota. :)